Gnoje i gnojówy | Frausuchen - blogerka



Gnoje i gnojówy 2017-12-02 15:37

Gnoje. I gnojówy, żeby było sprawiedliwie. To taka specjalna kategoria ludzi. Usłyszałam to określenie, zmierzając szybkim krokiem do pracy. Szłam po omacku, na pamięć, zgęziała, bo zimno. I nagle z letargu wyrwało mnie to wykrzyczane słowo – „gnoje!”. Przyznam się, że nastawiłam uszu, chcąc dowiedzieć się, kim są ci parszywi gnoje. Otóż, gnoje to dorosłe dzieci, które nie zaopiekowały się starą matką, lecz albo zatrudniły dla niej opiekunkę, albo oddały do Domu Spokojnej Starości, czyli potocznie rzecz ujmując – Domu Starców. Nie wiem dokładnie, która wersja w końcu była prawdziwa, bo zerkając na zegarek doszłam do wniosku, że zaraz będę spóźniona i przyspieszyłam kroku, pozbawiając się tym samym usłyszenia ciągu dalszego wyzwisk i okrzyków oburzenia.  Ach, te gnoje… i gnojówy rzecz jasna…


Współczesne gnoje i gnojówy mają wyjątkowego pecha. Rodzice starzeją się w zastraszającym tempie i nawet wcześniejsza emerytura nie jest w stanie sprawić, by ten proces spowolniał. A gnoje muszą niestety zewrzeć pośladki i zasuwać do co najmniej sześćdziesiątki, choć to też niedościgłe marzenie, gdy weźmie się pod uwagę wysokość emerytury. Wielu z nich nie zasmakuje w ogóle stanu emerytalnego lub nadszarpnie budżet Zakładu Utylizacji Składek w nieznacznym stopniu. I gnając dzień w dzień do roboty, wieczorem gnając do rodziców, a potem do własnego domu, zapominają o sobie, o swoich nawet elementarnych potrzebach. Najbardziej przesrane mają gnojówy. Najczęściej to one opiekują się swoimi rodzicami czy teściami. I nie ma prawa im przeszkadzać ani krępować wykonywanie wielu intymnych czynności, oglądanie ojców lub teściów w negliżu, karmienie, przewijanie, mycie, dźwiganie. Gnoje rzadziej garną się do takiej obrzydliwej części swych dziecięcych obowiązków. Łatwiej zagłuszyć sumienie płacąc za opiekę lub odwiedzając po to tylko, by pogadać o duperelach przy kawie, a potem zniknąć jak kamfora na cały tydzień lub dłużej. Osobiście znam jednego faceta, który sprawiedliwie dzieli się opieką nad rodzicem ze swoimi siostrami.


Gnoje i gnojówy, które w pewnym momencie stwierdzają, że mają dość, że nie dają rady, bo im się sypie zdrowie, rodzina, rozluźniają się wszystkie relacje z innymi ludźmi, nie mogą spać po nocach ze zmęczenia, nie mają żadnej pomocy ze strony jakże opiekuńczego państwa – tacy to są dopiero gnoje z prawdziwego zdarzenia! Bo śmią się pożalić, a do tego płacą obcej (!) osobie, żeby choć przez kilka godzin dziennie zdjęła z nich ten ciężar. A największe, sparszywiałe gnoje to ci, którzy oddają rodzica do Domu Starców i tylko ich odwiedzają. Oczywiście, wszystko byłoby prostsze, gdyby w całym starzejącym się kraju, powstawały Domy Opieki Dziennej i role by się odwróciły – teraz to dziecko odprowadzałoby rodzica do „przedszkola”, a potem ze spokojną głową mogłoby iść do roboty. Ukochany kraj, umiłowany kraj mógłby ulżyć nieco dorosłym dzieciom, tworząc Domy Spokojnej Starości z prawdziwego zdarzenia. I popracować nad retoryką związaną z mówieniem o tych miejscach. Kraj mógłby przyznać więcej dni opieki nad rodzicem, zamiast tych śmiesznych dwóch tygodni. Niestety to kraj cierpiętników chodzących ze zbolałą miną, którzy mają się zarżnąć, byleby nie być nazwanym gnojem czy gnojówą. I z tym bólem wypisanym na twarzy, z żalem wylewającym się z ust w chwilach bezsilności wykonują swoje obowiązki. Obowiązki… Ta przysłowiowa szklanka wody podawana na starość może gorzko smakować, jeśli mentalność społeczeństwa w tym zakresie się nie zmieni i jeśli starzejące się państwo, które musi jeszcze długo poczekać na efekt fenomenu 500+, nie opracuje systemu opieki nad ludźmi starszymi.


Wszystkie poruszane kwestie i sposoby ich uregulowania naturalnie powinny być indywidualnym wyborem zainteresowanych. Jednak uważam, że wymaganie heroizmu ponad siły, jest czymś nieludzkim. Nie chciałabym nigdy, by moje dziecko opiekowało się mną z obowiązku. Nie chciałabym widzieć w jego oczach pretensji, że jego życie jest totalnie podporządkowane mnie i moim potrzebom, że musiało całkowicie zrezygnować ze swojego życia. Chciałabym kiedyś móc się cieszyć na jego przyjście i widzieć, że i ono szczerze cieszy się na mój widok. I razem, bez wzajemnych żalów moglibyśmy porozmawiać jak starzy przyjaciele. A nie jak matka z gnojem, który choćby stawał na głowie, nigdy nie poda mi tej szklanki z wodą tak jak się należy.


Dodaj komentarz


Halina Gąsiorek-Gacek 2017-12-03 09:02

Opieka nad starszymi, a zwłaszcza nad obłoŻnie chorymi nie jest rzeczĄ łatwą. Sama się przekonałam o tym pomagając teŚciowej opiekowaĆ się chorą ołoŻnie babcią.POmagalismy wraz z mężem także rodzicom.Potem opiekowałam się w chorobie własnym mężem.DoŚwiadczenie w tej materii mam niemałe.A z opowiadań wiem,ze ludzka wdzięcznośc bywa różna.A teraz będąc sama stara i potrzebujaca opieki mam to szczęscie,że moja Córka zrezygnowała z wiekszej kariery i zamieszkała ze mną i opiekuje się mną w potrzebnym zakresie.Za co jestem jej niesamowicie wdzięczna i proszę Boga,zeby tylko nie ulec.ŚWIETNY TEKST! pOZDRAWIAM SERDECZNIE!

Oto ja 2017-12-02 17:05

Bardzo podoba mi się podsumowanie Twojego wpisu, też mam takie odczucia. I komentarz E.P., żeby nie oceniać nikogo kto zdecyduje oddać się swojego rodziciela pod opiekę. Ja byłam przy tym kiedy moja mama oddawała się heroicznie opiece nad moją babcią. To było ciężkie, a momentami straszne. Gdy mama z tatą choć na chwilę chcieli wyjść z domu i prosili mnie, żebym została z babcią i zajęła się nią byłam przerażona, a nie było to wcale tak dawno. Podziwiam oddanie i poświęcenie moich rodziców, ale nie wiem czy ja bym tak potrafiła...Kiedyś mama zapytała mnie czy jeżeli oni będą kiedyś potrzebowali opieki to czy się nimi zajmę czy oddam do domu opieki społecznej, a ja odpowiedziałam "nie wiem". Okazałam się gnojówą... ale tata popatrzył na mnie i powiedział, że ceni tą szczerość, ale jak będzie, nie jestem w stanie się zadeklarować, że na pewno tak, czy na pewno nie, ale "tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono"

E.P 2017-12-02 16:04

Nigdy, ale to naprawdę przenigdy nie odważę się ocenić kogoś, kto "oddaje" bliską osobę pod opiekę jakiejkolwiek instytucji, czy innej osoby. Trudno oceniać jeżeli nie jest się w czyichś butach. Bo czy robi źle syn, czy córka, która sama nie jest w stanie zapewnić opieki terminalnie choremu rodzicowi, albo gdy Alzheimer staje się najniebezpieczniejszym wrogiem ???? Z doświadczenia wiem, że najwięcej "mądrości" mają do powiedzenia te osoby, które nigdy w życiu nie były uczochrane opieką nad kimś bliskim. Paradoks polega na tym, że osoby, które są najbliżej, są na każde zawołanie są najmniej doceniane. A właśnie ci"pomagacze -opiekunowie" których nikt nie wspiera są najbardziej narażeni na zachowania przemocowe, bo po prostu im się ulewa. Jeszcze jedno nie każdy miły staruszek zasługuje na opiekę, bo kiedyś był np. wrednym gnojem znęcającym się nad swoimi dzićmi.I tyle.....


e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]