Nie udało się - osiągnęłam to | Frausuchen - blogerka



Nie udało się - osiągnęłam to 2018-09-29 19:41

Śmiało mogę powiedzieć, że moje życie zawodowe wkroczyło na zupełnie inne tory. Lepsze tory. Od kilku tygodni idąc do pracy, nie odczuwam ścisku żołądka, a gdy przekraczam próg budynku, w którym pracuję, nie mam odruchu wymiotnego. Bynajmniej. Idę spokojnie, nawet uśmiecham się pod nosem. Dostrzegam panoszącą się jesień, czuję zapach liści i chłód poranka. Nie stałam się entuzjastką rannych pobudek, lecz gdy już zwlekę się z wyra i człapię do kuchni, nie mam czarnych myśli i nie dopada mnie pesymistyczne przeświadczenie, że oto zaczyna się kolejny ciężki dzień w nielubianej robocie. Pracuję w spokoju, względnej ciszy, skupieniu i miłej atmosferze. Moja współpracownica jest inteligentną, skromną i życzliwą osobą i dobrze się dogadujemy. Nie docierają do naszej jaskini żadne ploty czy odłamki nieporozumień. Egzystujemy sobie w błogiej harmonii, zupełnie nieświadome ewentualnych burz i zawirowań, które gdzieś tam się kotłują I dobrze mi z tym.


Nigdy nie sądziłam, że to powiem - lubię swoją obecną pracę. „Kocham” to byłoby zbyt duże słowo, ale „lubię” pasuje jak ulał. Jestem mile zaskoczona tą sytuacją, która pojawiła się w moim życiu zupełnie niespodziewanie. Nie wiedziałam, że można tak pracować i się nie wykańczać. Jakkolwiek to zabrzmi, przyznam, że to jest dobra zmiana. Dotarły do mnie głosy, że kilka innych osób z naszej ekipy, które znalazły sobie inne miejsce zatrudnienia, również cieszy się z nowej pracy. Podobno żyją mniej nerwowo i otacza ich mniej zestresowanych ludzi. Hm…


W moich wcześniejszych wpisach dotyczących sfery zawodowej deklarowałam, że bliskie relacje ze współpracownikami, wspólne imprezy czy ogólnie pojęta dobra atmosfera, nie mają dla mnie większego znaczenia. Teraz również tak uważam, jednak wiem, że swoje stanowisko wypracowałam tworząc pewnego rodzaju mechanizm obronny przed tym, co mnie otaczało i co byłam zmuszona przeżywać. Podtrzymuję to, że praca to nie klub wiernych przyjaciół i należy oddzielać grubą kreską sferę zawodową od prywatnej. W pracy pracujemy. Pracujemy głównie po to, by otrzymać wynagrodzenie. Dodatkowe profity mogą, ale nie muszą być. Nie będę zresztą się powtarzać. Jednocześnie muszę stwierdzić, że gdy otacza nas dobra atmosfera i pozytywnie nastawieni ludzie, żyje się łatwiej, zwłaszcza w miejscu, w którym spędzamy większą część dnia. Nie umiałam tego wcześniej docenić, gdyż tego nie zaznałam. Obecnie odczuwam w tym zakresie komfort. Nie ekscytuję się, lecz jest mi dobrze.


Tak długo walczyłam o dokonanie zmian. Kosztowało mnie to wiele długich, nieprzespanych nocy i bicia się z myślami. Próbowałam swoich sił na różnych frontach i… jestem tu, gdzie jestem. Nie napiszę, że mi się udało. Staram się unikać tego sformułowania - „udało mi się”, gdyż oznacza ono, że coś spadło mi z nieba jak jakaś manna, ktoś mi to dał ot tak albo doświadczyłam zwykłego fuksa. A to nieprawda. Nic w życiu nie przychodziło mi łatwo. Musiałam nieraz dreptać w miejscu, połykać łzy złości i głęboko chować frustrację. Dlatego nie napiszę, że udało mi się. Osiągnęłam jeden z celów. I niezmiernie mnie to cieszy. Oczywiście nie zamierzam na tym poprzestać. Mam jeszcze co najmniej kilka innych pomysłów, które także chcę zrealizować. I tym optymistycznym akcentem kończę i pozdrawiam wszystkich odbiorców moich wypocin.


PS Kejt, odezwij się, bo zginął mi Twój nr telefonu.


Dodaj komentarz



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]