Czas teraźniejszo-przeszły | Frausuchen - blogerka



Czas teraźniejszo-przeszły 2019-01-02 09:57

   Jak szybko przechodzi się z czasu teraźniejszego w przeszły wie ten, kto kogoś lub coś stracił. Zwłaszcza kogoś. Mniej istotny jest tu fakt, czy był to ktoś szczególnie bliski czy znajomy albo po prostu ktoś, kogo znamy tylko z widzenia lub ze słyszenia. Z "jest" za chwilę wszyscy przechodzą na "był". Ot, ułamek sekundy i perspektywa się zmienia. Często ludzie dodają: "a jeszcze wczoraj go widziałem", "a jeszcze dwa dni temu z nim rozmawiałem". Taki młody, z planami na przyszłość i zamiarem odpuszczenia sobie w końcu, bo przecież tak dalej nie można, w tym pędzie szalonym donikąd. I nagle lotem błyskawicy roznosi się wieść, że już go nie ma. On był. Był taki a taki, robił to czy tamto, lubił tak czy inaczej spędzać czas, miał pasje, zostawił rodzinę. Koniec teraźniejszości dla od..eszłego. Odszedłszy przeszedł w czas przeszły. Odszedł był i już go nie ma.


   Przykro mi, gdyż ostatnio pożegnałam ostatecznie dwie osoby, a tu już następna czeka na pożegnanie. Jak to właściwie jest z tym czasem? Ciągle są z nim kłopoty. Niby kogoś nie ma, a jednak wszyscy temu zaprzeczają. Dopóki jest w pamięci, żyje. Dopóki czuje się jego bliskość, istnieje. Gdzieś tam, w bliżej nieokreślonej przestrzeni ciągle jest, trwa, a przynajmniej wielu w to wierzy, gdyż łatwiej żyć wierząc niż nie wierząc i myśląc, że śmierć ciała to śmierć całkowita. Przyznaję - mam z tym niemały kłopot - czy moja wiara nie jest aby powierzchowna, bardziej związana z tradycją i wychowaniem niż z iluminacją. Nie wiem, czy stan ten zmieni się pod wpływem czasu, lecz dotychczas dalej mi niż bliżej do głębokiej wiary. Nie potrafię temu zaradzić. Nie chcę być hipokrytką, sama siebie nie jestem w stanie oszukać. Choć w głębi serca wolałabym wierzyć, tak szczerze i bezgranicznie.


   Tymczasem, kiedy wielu ludzi świętowało odejście starego roku i powitanie nowego, umierała kolejna osoba z mojego otoczenia. Tak, widziałam ją na dwa dni przed śmiercią, Rozmawiałam może z tydzień wcześniej, rozmawiałam o niej chwilę przed tym, jak otrzymałam wiadomość, że nie żyje. A potem pojawił się szok i niedowierzanie. Telefon rozgrzał się do czerwoności, gdyż ci, którym przekazałam tę wiadomość, również niedowierzali. I zaczęło się. Milion pytań o okoliczności, o domniemane choroby, które wskazywałyby na rychłe pogorszenie stanu zdrowia, o pogrzeb itp. Potem padały standardowe stwierdzenia, że po co my pędzimy, za czym i że powinniśmy cieszyć się życiem, że praca to nie wszystko i takie tam. Oczywiście, przez moment w głowach zszokowanych zabłyśnie myśl, że trzeba zwolnić, nie zaharowywać się dla pieniędzy, które i tak w gruncie rzeczy nie cieszą, nie dążyć do gromadzenia ponad miarę i skupić się na bliskich, realizacji marzeń oraz radowaniu się drobiazgami. Ileż razy to słyszałam! Z ilu ust padały takie podniosłe deklaracje. A potem szybciutko każdy i tak wskakuje w swój przyciasny mundurek i wraca na doskonale znaną trajektorię działań.


   Ludziki drogie, przestańcie się oszukiwać. Większość z was niczego w swoim życiu nie zmieni. Ani myślenia, ani tym bardziej postępowania. Nadal żal wam będzie odmówić sobie pokusy zarzynania się dla większego domu, lepszego samochodu czy innych dóbr materialnych. Niektórzy muszą ciężko pracować, by utrzymać rodzinę, lecz znam full osób, które naprawdę mogłyby zwolnić, ale jest im szkoda tych kilku stów, tysiąca czy tysięcy, które wręcz proszą się o zgarnięcie kosztem nadgodzin, drugiego etatu czy kolejnego zlecenia. Ludzkość nigdy nie zmądrzeje w żadnej kwestii. Nigdy. Może się powtórzę, ale powiem to - ludzie to najgłupszy gatunek żyjący na Ziemi. I na dodatek najokrutniejszy, najbardziej pazerny, wiecznie niezaspokojony. Dlatego nie sądzę, że odejście kolejnego zapracowanego, przemęczonego, młodego człowieka cokolwiek zmieni w sposobie myślenia innych. Człowiek jest, a w kilka minut przechodzi do przeszłości. Był i już go nie ma. Koniec.


Dodaj komentarz



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]