Frausuchen - blogerka


Co właściwie oznacza pogodzenie się z czyjąś śmiercią? 2017-08-27 15:43

Co właściwie oznacza pogodzenie się z czyjąś śmiercią? Albo niepogodzenie się z nią? Czy można nie pogodzić się z czymś, na co nie mamy wpływu i nikt nas nie pyta o zdanie w tej kwestii? Nie wiem KOGO albo CZEGO to nie obchodzi, czy ty jeden lub drugi człowieku pogodziłeś się ze śmiercią. Śmierć po prostu przychodzi, zabiera i koniec pieśni. Nie ma trybu odwoławczego, reklamacji, księgi zażaleń. To się dzieje bez względu na twoje pogodzenie lub niepogodzenie. Więc chyba lepiej się jakoś pogodzić, bo nie ma wyjścia. Tylko co to oznacza?


Wokół mnie ubywa ludzi, którzy odegrali większą bądź mniejszą rolę w moim życiu. Niektórzy nadal są bardzo obecni w moich myślach. Często wracam do chwil, które na zawsze utknęły w pamięci i wyskakują z zakamarków jak Filip z konopi. Wczoraj na przykład czytając książkę L. Wiśniewskiego pt. „Eksplozje” (wersja „męska”) nagle namacalnie poczułam szorstki dotyk policzka mojego nieżyjącego ojca. Całowałam go w ten policzek bardzo rzadko, przy urodzinach, imieninach, świętach albo chyba ze dwa razy, gdy żegnał się ze mną na dworcu kolejowym. Zawsze te pocałunki były powściągliwe, niezgrabne, jakby zawstydzające, bo oboje mieliśmy taką skrytą czułość, z którą się nie afiszowaliśmy. I pamiętam jego dłoń, też szorstką. Ciepłą i suchą. Ściskał delikatnie moją składając życzenia z okazji dwudziestych urodzin. Potem wysunął zza pleców drugą dłoń, w której trzymał porcelanowego słonika z podwiniętą do góry trąbą. Na szczęście. Mój tata miał na sobie niezbyt gustownie dobrane ubrania – buraczkowe spodnie, ciemnozielony sweter założony na koszulę, której kołnierzyk był wyłożony na wierzch. Lubił te ciuchy, a brakiem gustu się nie przejmował. To były moje ostatnie takie urodziny. Rok później wyciągałam jego rzeczy z szafki, pakowałam do worków, by przekazać potrzebującym. Czy pogodziłam się z jego błyskawicznym zniknięciem? Nie.


Nie do końca rozumiem to sformułowanie. Pogodzić się z czymś. To tak jakby uznać, że: trudno, stało się i się nie odstanie, życie toczy się dalej, taka kolej rzeczy, widocznie tak miało być, bo Bóg tak chciał, każdego to czeka, prochem jesteś i w proch się obrócisz, i takie tam dyrdymały. A człowiek, taki bliski, taki, który bywa kochany i przykry, który nieraz zranił, choć i czasami uszczęśliwił, który pozostawił w innych okruch siebie, to coś więcej niż proch. Wiem, że ponury egzystencjalizm zakłada, iż życie ludzkie nie ma głębszego sensu, ale wszystko, czego już doświadczyłam i nadal doświadczam przeczy tej teorii. Życie wielu otaczających mnie osób ma sens, przynajmniej dla mnie, bo nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich w mojej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości (rozumianej jako obecność lub pamięć) zabraknąć.


Wiem też, że wszelki bunt niepoparty żadną możliwością dokonania zmiany jest irracjonalny i niszczący. Dlatego nie pozostaje mi nic jak wygrzebywać od czasu do czasu wspomnienia, przesiewać je przez sito i pielęgnować przede wszystkim te piękne, a resztę puścić w niepamięć. Czy to właśnie jest pogodzenie się z czyjąś śmiercią?




Nic się nie zmieniło 2017-08-21 21:14

 Czy marnotrawię czas siedząc w domu, czytając od rana do wieczora z przerwami na jedzenie, bez kontaktu ze światem zewnętrznym z wyłączeniem kilku rozmów telefonicznych, nie robiąc niczego, na co nie mam ochoty, a ochotę mam na niewiele? Czy takie zaszywanie się w swojej norze jest aby dobre? Czy nie doprowadzi mnie do położenia się pod aksamitną kołdrą rezygnacji? A nawet jeśli, to co z tego. Mam czasami po prostu ochotę być sama ze sobą. Zresztą dobrze mi samej. Nikt tak mnie nie zna, nie rozumie jak ja.


Dzisiaj jednak musiałam się wynurzyć. Zrobiłam nawet kilka, obiektywnie rzecz biorąc, pożytecznych rzeczy. Po pierwsze, w końcu poszłam do lekarza z powodu nieustającego bólu ręki. Wiem, że gdy zrobię badania, znowu nic nie wyjdzie. Nawet to, że mam początki reumatyzmu. A wiem, że mam, bo cała moja rodzina ma i prędzej czy później każdego dopada najpierw lekki ból na przykład w nadgarstku albo w stopie, a potem stopniowo coraz częściej ból pojawia się w innych stawach, by w końcu rozlać się wszędzie. Boli. Boleć musi.


Po drugie postanowiłam dać upust swej na poły niemieckiej naturze i nazorgować (uwielbiam to słowo!) trochę zapasów na zimę. Padło na maliny. Lubię zimą pić herbatę z malinami. Kupiłam zatem kilka pudełeczek owoców, przygotowałam słoiczki i z werwą wzięłam się za gotowanie. Z siedmiu słoiczków tylko jeden się zamknął. Tak jak ostatnio, gdy podjęłam próbę bycia prawdziwą, zorgowną gospodynią. Nie umiem robić zapraw. Nie umiem piec wyśmienitych ciast. Umiem za to dobrze gotować. Oprócz soków. Cóż, nie zanosi się na to, że kiedykolwiek będę prawdziwą, niemiecką frau z piwnicą pełną zapasów. Zresztą nie jestem zanadto zorgowna. Ostatnimi czasy pozbywam się zbędnych rzeczy. Jedyny pożytek z tego niezbyt udanego lata jest taki, że przewietrzyłam doszczętnie szafy, szafki i szafeczki. Wiem, gdzie co jest i mam wszędzie zaprowadzony ład.


Z myślą o nieszczęsnych zapasach postanowiłam uporządkować piwnicę. Chciałam przygotować godne miejsce na słoiki z naklejkami informującymi co i z kiedy znajduje się w środku. Ogarnęłam pajęczyny, wypieprzyłam jakieś stare farby, drukarkę, plastikowe doniczki, pudełka po sprzętach i inne bzdety. Umyłam też podłogę. Niedługo zacznie się sezon jesienny, a wówczas moja piwnica przeistacza się w suszarnię. Chyba lepiej suszyć pranie w czystym, niezakurzonym pomieszczeniu. Jakoś milej będzie. Nawet bez planowanych, dumnie stojących słoików z malinami. (Szlag by je trafił!) W robieniu porządków jestem bezkonkurencyjna. Dobre i to. Czyli jednak coś tam tej szwabskiej krwi płynie w moich żyłach. Ordnung i punktualność. Tak.


A poza tym mimo, że ruszyłam dupsko, aby nie dostać zakrzepicy lub odleżyn, nic się nie zmieniło. Wypełnia mnie pustka.  




Fortuno,rżyj! 2017-08-19 12:44

Kiedyś, jako dziecko, miałam taką fajną zabawkę. Był to kalejdoskop. Tandetnie wykonany, ale dostarczał wielu wrażeń. Przesuwające się wewnątrz kolorowe kawałki szkiełek tworzyły rozmaite kompozycje wzbudzające zachwyt. Prawie niemożliwe było utworzenie powtórnie dokładnie takiego samego układu. Piszę „prawie”, bo jak już wspomniałam we wcześniejszym wpisie – nie ma rzeczy niemożliwych i w stu procentach możliwych. I podtrzymuję swoje zdanie. Zwłaszcza, jeśli chce się je przełożyć na życie. Gdy już ci się wydaje, że gorzej być nie może, spotyka cię niemiłe zaskoczenie – może być gorzej. Może być dużo gorzej. A gdy leżysz i kwiczysz, myślisz, że już nic dobrego cię nie spotka – pstryk! i oto z żebraka przeistaczasz się w królewicza. Lub królewnę. Naprawdę, nie ma żadnej pewnej rzeczy oprócz śmierci. Prawdę tę zgłębiali nasi słynni przodkowie np. Jan Kochanowski czy Daniel Naborowski. Pisali o ulotności uroków świata, przemijaniu i kruchości życia. O tym, by nie przywiązywać się do rzeczy materialnych, urody, zaszczytów, bo są nic niewarte. A Fortuna może nas w każdej chwili albo kopnąć mocno w dupę, albo wywindować na szczyt. Wszystko zależy od humoru. A przypomnę, że była ona ukazywana jako kobieta. Wiadomo jak to jest z kobietami… Nie nadążysz ;)


Ostatnio mam niezbyt pomyślną karmę. Dosłownie nic nie dzieje się tak, jak to sobie zaplanowałam. Nic. Dlatego nawet boję się pomyśleć, że zrobię to czy tamto, bo zaraz może się okazać, że nic z tego. Pieprzona Fortuna patrzy na mnie i rży. Głupia krowa. A właściwie kobyła, skoro rży. Cholerna chabeta! Wcale się nie zdziwię, jak za chwilę dowiem się, że nie mam pracy, okaże się, że mój facet to gej albo w najlepszym układzie biseks, a ja (jak w brazylijskim serialu) zostałam po porodzie podmieniona w szpitalu. Tak sobie siedzę i czekam na kolejne rewelacje. Ja, która tak kocham święty spokój, ciszę ewentualnie przetykaną jazzowymi kawałkami. Ja, która uwielbiam zwiedzać, poznawać innych ludzi, smakować regionalne dania i pić schłodzone winko o zachodzie słońca. Ja – siedzę w domu i nie mam ochoty na czcze gadki. Irytują mnie debilne pseudoproblemy innych, narzekania, rozterki typu „w co się ubrać”, „czy mam cellulitis”, „boli mnie dupa”, jak z tym żyć? Śmieszą mnie hipochondrycy, malkontenci,królewny z pianki morskiej, samce alfa i – dla równowagi – samice alfa też, biurokraci i biurokratki, służbiści żyjący tylko pracą, ludzie robiący i chomikujący kasę gdzie popadnie, kobiety i mężczyźni nie mogący pogodzić się z upływem czasu i z lękiem patrzący w lustro, dostrzegając w nim symptomy starzenia. Boli ich świadomość, że to, do czego tak bardzo są przywiązani, zwyczajnie przemija. Mijają wieki, mędrcy niezmiennie powtarzają te same, znane sentencje, ludzie przyznają im rację, ale nie potrafią się przemóc i żyć według tych wytycznych. Gonią za wiatrem i  tylko niektórzy po różnych przejściach opamiętują się, i starają jak najlepiej wykorzystać czas, który im pozostał. Wielu niestety do końca nie wyciąga żadnej nauki z lekcji, jakiej udzieliło im życie.


Przyznaję, jestem bezradna. Jestem omylna, czasami głupia jak but, popełniam błędy, nieraz źle oceniam sytuację, gubię się, miotam. Ostatnio podłamałam się. Wiem, że kiedyś wstanę, otrzepię kurz po tej całej zawierusze. Nie mam innego wyjścia. Pewnie jeszcze sporo upadków przede mną. Jestem dorosła i chyba już trochę dojrzałam. Ciągle dojrzewam. Co jakiś czas pojawiają się na mojej gębie wirtualne, młodzieńcze pryszcze i próbuję wierzgać kopytkami, ale w końcu daję się losowi osiodłać. Przecież wszystko dzieje się po coś. Wierzę, że takie twarde lekcje są do czegoś potrzebne. Tak że Fortuno, rżyj ile wlezie. 




Nic budującego 2017-08-14 16:00

Ciałem wróciłam do domu. Dziwnie się czuję. Jeszcze do mnie nie dociera, że jestem w moim cichym, spokojnym, jasnym domu. Że częściowo odzyskałam swoje zwyczajne życie. Oczywiście myślami błądzę tam, daleko. Niełatwo wyrwać się z dołu i jak gdyby nigdy nic hasać beztrosko po zaułkach miasta, śmiać się do całego świata i wyciągać ręce w powitaniu do dawno niewidzianych przyjaciół. Jedyne, co nieustannie przychodzi do głowy, to chęć zapadnięcia w niebyt. Płakać mi się chce, gdy patrzę na „pamiątki” kojarzące się z tymi trudnymi przeżyciami. Mija rok od kiedy zaczęła się ta nierówna walka. Straszne jest patrzenie na chorego, który gaśnie w oczach, powoli traci resztki nadziei i dojrzewa do ostatniego pożegnania. Trudno jest po raz ostatni uścisnąć jego chłodną dłoń, pocałować zapadnięty policzek, spojrzeć w duże, smutne oczy i powstrzymać łzy, żeby nie utrudniać tej chwili.


Dobrze wiem, że już się nie zobaczymy. A przynajmniej nie za tego żywota. Czy kiedykolwiek później, tego nie wiem. Nie potrafię posklejać swoich emocji, tak jak nie umiem uporządkować historii naszej znajomości, wspólnych chwil. Ostatnie, jakie pamiętam, dotyczą walki o kolejną szansę. Nadal nie mogę się wyryczeć do woli, choć częściej zdarza mi się pochlipać chwilkę. Ale nie jest to taki płacz, który oczyszcza, po którym czuje się ulgę i po którym przychodzi moment opamiętania w żalu. Jeszcze nie czas. Bo to jeszcze nie koniec. Niby wiadomo, że lepiej będzie, gdy ta mordęga i cierpienie szybko zostaną przerwane zdecydowanym, ostatecznym cięciem. A z drugiej strony widząc wolę życia chorego, brak jego zgody na to, co i tak się stanie, człowiek stojący z boku miota się ze swoimi myślami i pragnieniami. Przez głowę przebiega szalony tabun uczuć, lęków, dręczących snów i nerwowych odruchów. Pamięć krótkotrwała szwankuje. Nawet zrobienie zakupów stanowi problem. Ile to razy kręciłam się dzisiaj po mieszkaniu, nie bardzo wiedząc, co i w jakim celu robię.


Nie napiszę niczego budującego. Żadnych afirmatywnych stwierdzeń. Z całym przekonaniem mogę za to stwierdzić, że w życiu nie ma niczego pewnego oprócz śmierci. Nie ma też rzeczy niemożliwych i w stu procentach możliwych. Snucie planów to jak usypywanie mandali z piasku. A człowiek jest bardzo małym, marnym ziarenkiem, któremu tylko się wydaje, że jest takim mądrym, niezastąpionym i jedynym w swoim rodzaju istnieniem. Ponadto uważam, że cierpienie nie uszlachetnia. I jeszcze jedno – „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Obawiam się, że sytuacja mnie przerosła i nie mam powodów do dumy. Okazałam się być bardziej ułomna niż sądziłam. Kropka.



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]