Frausuchen - blogerka


Kaktus na tyłku 2017-11-19 12:12

            Wczoraj moja Liebe Freundin wysłała mi namiary na stronkę znajdującą się na pewnym bardzo popularnym portalu społecznościowym. Tytuł brzmiał intrygująco: „Mężczyzna spełniony”. Niestety po sobotnim wieczorze spędzonym nad komputerem, stertą dokumentów, ćwiczeniami z niemieckiego, mój umysł nie był w stanie przetrawić kolejnej dawki informacji. Dlatego dziś rano, kiedy otworzyłam oczęta, wymacałam ręką na stoliku swój telefon i odpaliłam tę stronkę. Po kilkuminutowej lekturze popłakałam się. Ze śmiechu. Nie będę wdawać się w szczegóły. Polecam samodzielną kontemplację mądrości tam ujętych oraz zamieszczonych pod wpisami komentarzy, które są nie mniej rozbrajające niż posty. Oczywiście są to efekty działania grupy ludzi z jednej strony mającej ogromne poczucie humoru, z drugiej na serio zwracających uwagę na kwestię równości płci oraz stereotypy nadal głęboko zakorzenione w naszym społeczeństwie.


            Nie dalej jak w czwartek stałam się przypadkiem świadkiem dyskusji toczonej między moimi znajomymi z pracy. Koleżanka była oburzona zachowaniem niektórych dorosłych nadskakujących swoim dzieciom do tego stopnia, że wyrastają one potem na okaleczone, pozbawione empatii, egoistyczne potwory. Kolega zaś rzekł z wysokości swego męskiego piedestału, że skoro matka nie nauczyła, to potem ma to, co chciała. Oczy wszystkich kobiet zgromadzonych przy stole zostały zwrócone na niego i strzelały piorunami, zaś otwarte usta zamarły w niemym krzyku. Ja niczym niezrażona, spokojnie i bez palpitacji odparłam: „A może tatuś mógłby przyczynić się jakoś do rozwoju elementarnych umiejętności dziecka?”. Mój przedmówca prychnął: „No nie przesadzajmy”. I tym samym dolał oliwy do ognia buzującego w moich koleżankach. Postanowiłam nie ciągnąć tego wątku, widząc beznadzieję moich potencjalnych zabiegów. Po prostu odeszłam, nie chcąc bawić się w edukatora ponad czterdziestoletniego faceta, który jak sam stwierdził – jest „tradycjonalistą” i „wstydem jest, że kilkunastoletni chłopak nie umie sobie zrobić kanapki, ale jeszcze większym wstydem jest, gdy to dziewczyna nie umie tego zrobić”. Pomyślałam w duchu, że na szczęście nie jestem jego żoną/partnerką/kochanką etc. I nie muszę mu robić ani kanapek, ani niczego innego.


            I tu otwiera się dyskusyjna puszka Pandory. Temat ten jeszcze przez wiele lat nie zejdzie z afisza. I zawsze znajdą się ludzie przedstawiający kontrargumenty wobec równouprawnienia brzmiące: „jak kobiety chcą równouprawnienia, niech idą harować na budowę”, „niech kobiety dźwigają wory z ziemniakami do piwnicy”, „niech kobiety zrobią sobie same remont”, „niech kobiety naprawią silnik w samochodzie”, „niech kobiety…” . Zawsze odnosi się to do kobiet. Podkreśla się przy tym ich naturalną słabość fizyczną, delikatność, rzekome nieogarnięcie techniczne i jednocześnie również przypisaną przez naturę zdolność rodzenia dzieci i karmienia ich piersią czy burzę hormonalną powodującą czasowe niezrównoważenie emocjonalne. Poza tym przecież powszechnie wiadomo, że szefem powinien być mężczyzna, dla harmonii w związku powinien on również więcej zarabiać i mieć wyższe stanowisko niż kobieta. Bo inaczej ucierpi jego ego. A tymczasem wspomniana przeze mnie stronka odwraca porządek rzeczy w zabawny sposób i rozminowuje pole do dyskusji.


            Oto pomyślmy w inny sposób… Kobieta przychodzi po całym dniu pracy i krzyczy od progu: „JEŚĆ!!!” albo: „Co dziś na obiad?!”. Potem czeka, aż facet szybciutko uciszy biegające, rozbestwione dzieci i zagoni je do łóżek (bo to wieczór, kiedy kobieta wraca do domu), żeby mama miała święty spokój. Mama wchodzi do pokoju dziecięcego tylko po to, żeby dać całusa na dobranoc i powiedzieć, że kocha dzieciaki jak nie wiem co. Potem najedzona beka na dowód tego, że żarcie było pyszne, następnie zdejmuje śmierdzące rajstopy lub skarpety, rzuca je w kąt i człapie do łazienki. Bierze szybki prysznic, wychodzi w samych gaciach i patrzy lubieżnie na swego mężczyznę, który korzystając z chwili, właśnie wyprasował jej na następny dzień koszulę. Kobieta podchodzi, łapie gościa za pośladki i mruczy coś o fiku-miku. Facet wzdycha ciężko, bo jedyna rzecz, o jakiej marzy to walnięcie się do łóżka w puchatej, ciepłej piżamce. Ale nie ma to tamto. Najpierw obowiązki, potem przyjemności. Więc rach-ciach, bo rano przecież trzeba wstać do pracy, zrobić wszystkim śniadanko, kawkę, zaprowadzić dzieciarnię do przedszkoli i szkół, a potem z wywieszonym jęzorem do pracy. Tak, do pracy. Bo głupiemu chłopu zachciało się „meninizmu”, więc skoro chce pracować, to proszę bardzo. Byleby pozostałe elementy hierarchii rodzinnej nie zostały zachwiane. Bo jego kobieta jest „tradycjonalistką”. Tylko dlaczego zarabia niewystarczająco dużo, by utrzymać rodzinę z jednej pensji i facet, choćby nie chciał, i tak jest zmuszony pracować?


            Mam jeszcze kilka innych wizji zmuszających obie półkule mózgowe do intensywnej współpracy: chłop skaczący z kwiatka na kwiatek jest nazywany „dziwkiem”, a kobieta mająca bogate doświadczenie seksualne to „buhajka”. Facet nachlany jak świnia to zwykła świnia bez szacunku do samego siebie i do tego „świnia pijana, dupa sprzedana”. Kobieta pijana jak szpadel to „swojska kobita, co za kołnierz nie wylewa”. Chłopak, który dał się wymacać przez koleżanki na wycieczce jest „łatwym szmaciarzem”, a dziewczyna zabawiająca się z kolegami to wytworna znawczyni tematu. Mężczyzna zostawiający rodzinę dla młodszej partnerki, niepłacący alimentów i nieutrzymujący kontaktów ze swymi rodzonymi dziećmi to przykład skandalicznego, niedopuszczalnego i niemieszczącego się w głowie zachowania. Kobiecie, która zostawia rodzinę dla innego partnera, po prostu czegoś brakowało w związku. Widocznie jej facet zbyt dużo poświęcał się dzieciom i obowiązkom domowym, zaniedbując obowiązki małżeńskie i robiąc je właśnie rach-ciach. A do tego zaniedbał się całkowicie, wyhodował brzuszysko, ma cellulitis i obwisłe to i owo. No sam sobie jest winien, że ona zaczęła oglądać się na innymi.


            Mam bogatą wyobraźnię. Mam też duże poczucie humoru. Jednak z przykrością muszę przyznać, że prędzej mi kaktus na tyłku wyrośnie, niż kiedykolwiek na TEJ ziemi zmieni się mentalność społeczeństwa. Wyjaśnię jeszcze na koniec, że nie zamierzam udowadniać, że co jak co, ale kobieta zrobi wszystko to, co potrafi mężczyzna i vice versa. I nie chodzi o to, by kobiety sfaceciały, a mężczyźni stali się bardziej kobiecy. Chodzi o równowagę. O równe prawo do odnoszenia sukcesów i ponoszenia porażek, do robienia rzeczy pięknych, ambitnych, doniosłych i popełniania błędów oraz do jednakowej oceny ich konsekwencji. Chodzi o to, by i kobieta, i mężczyzna mogli czuć się ludźmi spełnionymi tak, jak tego pragną.




Po co człowiekowi seks? 2017-11-06 12:14

              Mieszkańcy Polandu słyną w świecie z kilku rzeczy, między innymi z tęgiej głowy (do picia alkoholu), jowialności, gościnności, dość dużej skłonności do rozrywek, co nie kłóci się z inną skłonnością – do wiecznego narzekania, a także kombinatorstwa, rekompensowania sobie prawdziwych bądź rzekomych strat przywłaszczaniem sobie tego i owego oraz ogólnej zaradności życiowej. No któż jak nie Polak potrafi. Ze swojego dzieciństwa pamiętam zabawne, jak mi się wtedy wydawało, piosenki, kawały, opowiastki, filmy, w których Polak był zawsze górą nad innymi nacjami. Ludzie z mojego pokolenia z pewnością pamiętają tekst prostej, żeby nie powiedzieć prostackiej, piosenki: „Czy chciałaby pani Araba? Araba, Araba, ach nie, bo Arab….” I tu następowało wyjaśnienie, dlaczego Arab nie nadaje się do życia z panią Polką. Podobnie było z Murzynem, Chińczykiem, Francuzem, Ruskiem i innymi przedstawicielami różnych krajów lub regionów świata. Dopiero Polak (!) był w stanie zadowolić każdą panią.  Bo przytuli.


              Może nie chodzi o to przytulenie właśnie. Zwłaszcza, że pojawia się ono, to przytulenie przeważnie, gdy chodzi o grę wstępną, podchody, taniec godowy. Oczywiście wielu mężczyzn jest delikatnej konstrukcji psychicznej i mimo prężenia muskułów, garnie się do tulenia, migdalenia, miziania i okazywania na wszelkie możliwe sposoby czułości. Jednak są i faceci od dziecka chowani na samców alfa, którzy przytulenie pojmują jako zagarnięcie silnym ramieniem kobiety, a czułość jako siarczysty klaps w pupę. Może właśnie nie chodzi o przytulenie czy plask klapsa. Może po prostu chodzi o tak zwane dopasowanie seksualne. Zakładanie, jak we wspomnianej piosence, że kobieta potrzebuje przytulenia „w potrzebie”, by stworzyć satysfakcjonujący związek, jest być może nie do końca zgodne z prawdą. A co, jeśli pragnie takiego, co „kocha jak dziki”, „ma dyszel od wozu” albo takiego, który ma „małego z LEGO”  albo „kuśkę jak patyk”? Wszystko zależy od preferencji, sztuki kochania oraz umiejętności, które nabywa się wraz z doświadczeniem.


              Ostatnio Anja Rubik zapoczątkowała kampanię na temat otwartego mówienia o seksie, stanowiącym nadal temat tabu w polandowskim społeczeństwie. Społeczeństwie, które według badań, jest nieusatysfakcjonowane swoim życiem seksualnym. Nareszcie! Nareszcie mówi się o tym głośno. I to po latach zamiatania tego tematu pod dywan. Dodam, że wcale mnie nie dziwią wyniki badań. Bo jeśli od dziecka uczy się, że seks to wstydliwy temat, kojarzący się z grzechem, brudem, czymś nieczystym, to nie dziwota, że potem rodzi się cała masa problemów w tej sferze. Drzewiej normalne było unikanie rozmów o TYM. Rodzice udawali, że dzieci na pewno jeszcze się TYM nie interesują, a dzieci udawały, że nie wiedzą, co robią dorośli za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju. Ponadto na lekcjach religii prowadzonych w salkach katechetycznych, a potem w szkole, co odważniejsze dzieciaki na swoje pytania o seks, otrzymywały wymijające odpowiedzi plus szereg wskazówek dotyczących czystości przedmałżeńskiej, grzechu i potępienia, brudu pożądania, z którym trzeba walczyć całym sobą. O antykoncepcji można było usłyszeć podobne teksty. Ale pamiętam też, jak będąc w liceum, razem z koleżankami czytywałyśmy po kryjomu pewne czasopismo, odkrywające przed nami owoc zakazany, którego smak i tak każda z nas poznała przed zawarciem sakramentalnego związku. Nadmienię, że dzięki temu niejedna z nas uchroniła się przez nieudanym, pełnym niezadowolenia życiem seksualnym. Cóż, byłyśmy jak to „nadgryzione jabłko” podawane na lekcjach religii z rąk do rąk, po to , by pokazać, że rzekomo nikt go nie zechce. Jak się później okazało, nie było problemu ani ze „chceniem”, ani z ułożeniem sobie życia z kimś, kto pasował w końcu do nas jak… klocek Lego.


            W moim otoczeniu rzadko spotykam się z zażenowaniem podczas rozmów o seksie. Począwszy od moich przyjaciół, znajomych, rodziny (w różnym wieku), a skończywszy na młodym pokoleniu, ten temat nie budzi konsternacji. Nieraz żartujemy sobie, ale często rozmawiamy poważnie. Nie wstydzę się mówić o swoich potrzebach mojemu mężczyźnie i on również mówi otwarcie o swoich. Nie unikam odpowiedzi na pytania zadawane mi przez młodociane kuzynki lub kuzynów. Na pytania dzieci zawsze odpowiadam poważnie i na miarę ich wieku. Przeważnie interesuje je to, skąd się właściwie wzięły. Nawet z moją Babcią, którą uważam za bardzo postępową, mogę śmiało pogadać o seksie czy zabezpieczeniu przed niechcianą ciążą. Wiem jednak, że w wielu rodzinach nie podejmuje się takich tematów. W szkole nie ma edukacji seksualnej albo jest na żenującym poziomie. Młodzież podejmująca współżycie coraz wcześniej to fakt i nie pomoże żadne zaczarowywanie rzeczywistości czy straszenie piekłem. Może kiedyś, gdy ślub w młodym wieku był normą, dochowanie „czystości” było całkiem realne, choć rozliczane z tej „czystości” były głównie kobiety. Ale teraz prawda jest taka, że młodzi do ślubu się nie spieszą lub nie biorą go wcale, a poza tym naszą przestrzeń zamieszkują także niewierzący lub ludzie mający anachroniczne nakazy i zakazy w TYM miejscu, o którym przecież w poczuciu wstydu się nie mówi. Dlatego jest potrzeba rozmawiania, rozwiewania mitów, nieprawdziwych informacji, takich jak to, że za pierwszym razem nie może dojść do zapłodnienia albo plemniki pijanego chłopaka też są pijane i nie dadzą rady dotrzeć do komórki jajowej.


              Poza tym uważam, że należy skupić się też na uświadamianiu wartości, jakie niesie za sobą seks. To piękna sprawa. Tylko trzeba wiedzieć kiedy i z kim oraz po co człowiek chce się kochać. Należy uczyć młodzież, że seks jest piękny i nie może służyć do instrumentalnego traktowania siebie i drugiej osoby. Wpajanie szacunku, zrozumienia, szerszego spojrzenia na człowieka – to powinny być tematy towarzyszące rzetelnej wiedzy seksualnej. A nie straszenie, obrzydzanie czy zohydzanie tej jakże istotnej sfery życia, mającej na celu nie tylko prokreację, ale także zapewnienie dobrego samopoczucia, satysfakcji oraz utrzymanie właściwych relacji z bliskim człowiekiem. 



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]