Frausuchen - blogerka


Czas pokaże 2017-12-28 15:25

            Z okazji świąt i zbliżającego się kolejnego roku odebrałam moc rozmaitych życzeń. Od kilku dni zabieram się do napisania paru słów na ten temat. W końcu nadejszla ta długo wyczekiwana chwila, kiedy nikt niczego ode mnie nie chce, sama nie mam nic szczególnego do roboty (no może oprócz dokumentów do pracy;), więc piszę, co następuje: Kochani Przyjaciele, Znajomi i Szanowna Rodzino, bardzo dziękuję za wszystkie szczere życzenia. Przede wszystkim jestem wdzięczna za życzenia zdrowia i świętego spokoju, bo tego nigdy dość w tym zwariowanym świecie. Ale do licha, darujcie sobie teksty dotyczące zmiany sposobu życia prowadzonego przeze mnie i mojego Mężczyznę. My naprawdę wiemy już tak z grubsza, czego chcemy. I na przykład na razie odpowiada nam to, że w tygodniu pracujemy w oddaleniu, a w weekendy spotykamy się na niekończącym się randez vous.


            Staram się przyjąć do wiadomości, że ktoś ma wobec mnie dobre intencje, życząc mi tego i owego. Nie wątpię, że wielu ludzi martwi się o mnie, myśli i chce dla mnie dobrze. Tylko niektórzy zapominają, że życzenie mnie i moim najbliższym tego, czego sami by sobie życzyli, niekoniecznie musi pokrywać się z moimi oczekiwaniami od losu. Co właściwie ma znaczyć mówienie mi, żeby mój Mężczyzna znalazł sobie pracę w naszym miejscu zamieszkania? Że niby bez spełnienia tego warunku jesteśmy lub będziemy nieszczęśliwi? Otóż nie, jest nam tak dobrze, bo taki styl życia sami obraliśmy i taki nam odpowiada. Gdy przestanie być to dla nas komfortowa sytuacja, na pewno zrobimy wszystko, by ją zmienić. Także ten… odpuście sobie, ludzie dobrej woli.


            Czasami otoczenie bawi się w wyrocznię i uważa, że tylko określony szablon, do którego większość przywykła, spełnia warunki predestynujące do bycia człowiekiem spełnionym i zadowolonym. Niestety, a może właśnie stety, tak nie jest. Znam wielu, bardzo interesujących ludzi, niemieszczących się w określonych ramach, a zarazem będących szczęśliwymi. Bo najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą. Nie trzeba realizować cudzych marzeń. Mieć koniecznie męża lub żonę i co najmniej dwoje dzieci, by stanowić rodzinę. Albo żyć w niesformalizowanym związku, by czuć się wolnym i niezależnym. Zarabiać fortunę, posiadać dom na kredyt i dwie wypasione fury w garażu, by czuć się człowiekiem sukcesu. Wyglądać jaka lala z żurnala lub piękny Lolo, aby być postrzeganym jako piękna istota. Piękno może być ukryte w zmarszczkach i niezbyt idealnym ciele. Krótko mówiąc, dla każdego sukces, spełnienie i uroda mogą oznaczać zgoła coś zupełnie innego. A o gustach i upodobaniach się nie dyskutuje. I nie powinno się narzucać komukolwiek własnego punktu widzenia. Na szczęście, jeśli już mowa o szczęściu, każdy dorosły ma też swój rozum i to nim powinien się kierować. Owszem, nieraz warto przejrzeć się w cudzych oczach, ale ostatecznie to każdy z nas podejmuje różne decyzje i ponosi ich konsekwencje.


            Wysoce cenię sobie spersonalizowane życzenia, bo tylko takie uważam za wartościowe. Dlatego dziękuję szczególnie tym, którzy znają mnie na tyle dobrze, że wiedzą, czego naprawdę pragnę i tego właśnie mi życzyli. Niekiedy życzenia się spełniają, więc może w końcu i dla mnie nadejdzie taki czas, kiedy zaznam względnego spokoju, ja i moi bliscy będą zdrowi, znajdę wreszcie pracę, która nie wydrenuje ze mnie całej energii, spędzę zasłużony urlop daleko stąd, na łonie przecudnej natury. Czas pokaże.




Niczego nie muszę. Ewentualnie mogę 2017-12-17 20:13

            Zbliża się czas świąt i koniec roku. Jest to dla mnie ważny moment również dlatego, że tuż przed końcem roku obchodzę urodziny. To czas podsumowań, choć gdyby się głębiej zastanowić, nie wiadomo, dlaczego akurat wtedy wielu ludzi sporządza bilans swojego dotychczasowego życia. Tak naprawdę można by dokonywać spisu zysków i strat w każdym innym dniu. Jakoś się jednak składa, że to z Nowym Rokiem kojarzy się nam nowe rozdanie, a gdy licznik pokaże, że nasz przebieg również wskoczył na wyższe wartości, myślimy sobie, że nie tylko jesteśmy starsi, ale i z pewnością bardziej doświadczeni i oczywiście mądrzejsi. Bardzo młodzi ludzie czekają z niecierpliwością na tę przereklamowaną dorosłość, dorośli przez chwilę cieszą się swobodą i prawem decydowania o sobie, ale gdy jednak okazuje się, że wraz z pozornym luzem wiąże się cała masa trudnych decyzji, ich konsekwencji, problemów i niepowodzeń, wielu tęskni za ubezwłasnowolnieniem młodości. Dojrzali z kolei patrzą na swoje życie z dalszej perspektywy, oceniają realnie swoje możliwości, widzą wyraźnie, które drzwi bezpowrotnie zatrzasnęły się im przed nosem, a które progi można jeszcze przekroczyć. Więcej w nich chłodnego rozumowania niż porywów serca, więcej też spokoju i równowagi. Refleksja dominuje nad gwałtownymi ruchami. Zaś ludzie wchodzący w jesień swego życia są ja cesarze świata – widzieli i przeżyli tak dużo, że naprawdę niewiele jest w stanie ich zaskoczyć, zadziwić czy oszołomić. Patrzą na zmagania młodych i kiwają głowami. To kiwanie wiele znaczy.


            Kim ja jestem? Tuż, tuż przed urodzinami znaczącymi, istotnymi, patrzę na swoje życie już ze sporym dystansem. Dla jednych jestem jeszcze taka młoda, dla innych już niekoniecznie. Ale to nie numer pesel wyznacza granice dojrzałości. Bagażem doświadczeń mogłabym obdarzyć niejednego człowieka już wtedy, gdy wkraczałam w dorosłość. A od tamtego czasu wydarzyło się jeszcze więcej, jeszcze mocniej, trudniej, choć niekiedy bywało pięknie. I gdy widzę swoje odbicie w lustrze, mam przed oczami kobietę, która zna swoją wartość, zna swoje wady i zalety, nie wstydzi się ich ani nie kryguje się, mówiąc o sobie dobrze, potrafi przyjąć komplementy i słowa krytyki, ma świadomość zatrzaśniętych przed nosem drzwi, ale i widzi jeszcze sporo otwartych, czasami nie wie, czego chce, jednak częściej wie, czego z pewnością już nie chce. Moje osiągnięcia, obiektywnie rzecz biorąc, nie są spektakularne, ale z drugiej strony mam to, o czym marzyłam jako dziecko. Oczywiście nie spełniłam wszystkich swoich marzeń, lecz przynajmniej część z nich mam jeszcze zamiar zrealizować. Przede wszystkim cały czas się uczę, dosłownie i w przenośni. I uczę się, tego, co uznaję za wartościowe, istotne, kieruję swoim rozwojem, z czego jestem naprawdę dumna. Moja wartość nie opiera się na czynnikach zewnętrznych. Zrozumienie tego jest także niezwykle ważne.


            Ostatnio świętowałam swój Geburstag w taki sposób, w jaki już dawno chciałam. Z ludźmi, z którymi chciałam. I te chwile dały mi poczucie szczęścia. Czuję ogromną wdzięczność dla tych osób. Może jestem sentymentalna, ale ich obecność, wsparcie, mądrość życiowa stanowią dla mnie coś niezwykłego. I chciałabym Wam gorąco podziękować, że jesteście, mimo tego, że czasami mam siano w głowie, bywam nieznośna, bezpośrednia, głupkowata i ciągle mam w głowie łąkę pełną tulipanów ;) Z okazji urodzin otrzymałam wspaniałe prezenty (tak na marginesie dodam, że uwielbiam prezenty dawać, ale i otrzymywać), a wśród nich znalazły się zabawne skarpety z napisem: „Niczego nie muszę. Ewentualnie mogę”. I zdałam sobie sprawę, że to też bardzo mądre słowa. Zamierzam je sobie wziąć do serca i zapisać na twardym dysku obok kilku innych dewiz życiowych. A teraz wybaczcie, ale idę zrobić pyszną tartę z kurczaczkiem i brokułkiem. Bo mi się zwyczajnie chce. Pa! 




Gnoje i gnojówy 2017-12-02 15:37

Gnoje. I gnojówy, żeby było sprawiedliwie. To taka specjalna kategoria ludzi. Usłyszałam to określenie, zmierzając szybkim krokiem do pracy. Szłam po omacku, na pamięć, zgęziała, bo zimno. I nagle z letargu wyrwało mnie to wykrzyczane słowo – „gnoje!”. Przyznam się, że nastawiłam uszu, chcąc dowiedzieć się, kim są ci parszywi gnoje. Otóż, gnoje to dorosłe dzieci, które nie zaopiekowały się starą matką, lecz albo zatrudniły dla niej opiekunkę, albo oddały do Domu Spokojnej Starości, czyli potocznie rzecz ujmując – Domu Starców. Nie wiem dokładnie, która wersja w końcu była prawdziwa, bo zerkając na zegarek doszłam do wniosku, że zaraz będę spóźniona i przyspieszyłam kroku, pozbawiając się tym samym usłyszenia ciągu dalszego wyzwisk i okrzyków oburzenia.  Ach, te gnoje… i gnojówy rzecz jasna…


Współczesne gnoje i gnojówy mają wyjątkowego pecha. Rodzice starzeją się w zastraszającym tempie i nawet wcześniejsza emerytura nie jest w stanie sprawić, by ten proces spowolniał. A gnoje muszą niestety zewrzeć pośladki i zasuwać do co najmniej sześćdziesiątki, choć to też niedościgłe marzenie, gdy weźmie się pod uwagę wysokość emerytury. Wielu z nich nie zasmakuje w ogóle stanu emerytalnego lub nadszarpnie budżet Zakładu Utylizacji Składek w nieznacznym stopniu. I gnając dzień w dzień do roboty, wieczorem gnając do rodziców, a potem do własnego domu, zapominają o sobie, o swoich nawet elementarnych potrzebach. Najbardziej przesrane mają gnojówy. Najczęściej to one opiekują się swoimi rodzicami czy teściami. I nie ma prawa im przeszkadzać ani krępować wykonywanie wielu intymnych czynności, oglądanie ojców lub teściów w negliżu, karmienie, przewijanie, mycie, dźwiganie. Gnoje rzadziej garną się do takiej obrzydliwej części swych dziecięcych obowiązków. Łatwiej zagłuszyć sumienie płacąc za opiekę lub odwiedzając po to tylko, by pogadać o duperelach przy kawie, a potem zniknąć jak kamfora na cały tydzień lub dłużej. Osobiście znam jednego faceta, który sprawiedliwie dzieli się opieką nad rodzicem ze swoimi siostrami.


Gnoje i gnojówy, które w pewnym momencie stwierdzają, że mają dość, że nie dają rady, bo im się sypie zdrowie, rodzina, rozluźniają się wszystkie relacje z innymi ludźmi, nie mogą spać po nocach ze zmęczenia, nie mają żadnej pomocy ze strony jakże opiekuńczego państwa – tacy to są dopiero gnoje z prawdziwego zdarzenia! Bo śmią się pożalić, a do tego płacą obcej (!) osobie, żeby choć przez kilka godzin dziennie zdjęła z nich ten ciężar. A największe, sparszywiałe gnoje to ci, którzy oddają rodzica do Domu Starców i tylko ich odwiedzają. Oczywiście, wszystko byłoby prostsze, gdyby w całym starzejącym się kraju, powstawały Domy Opieki Dziennej i role by się odwróciły – teraz to dziecko odprowadzałoby rodzica do „przedszkola”, a potem ze spokojną głową mogłoby iść do roboty. Ukochany kraj, umiłowany kraj mógłby ulżyć nieco dorosłym dzieciom, tworząc Domy Spokojnej Starości z prawdziwego zdarzenia. I popracować nad retoryką związaną z mówieniem o tych miejscach. Kraj mógłby przyznać więcej dni opieki nad rodzicem, zamiast tych śmiesznych dwóch tygodni. Niestety to kraj cierpiętników chodzących ze zbolałą miną, którzy mają się zarżnąć, byleby nie być nazwanym gnojem czy gnojówą. I z tym bólem wypisanym na twarzy, z żalem wylewającym się z ust w chwilach bezsilności wykonują swoje obowiązki. Obowiązki… Ta przysłowiowa szklanka wody podawana na starość może gorzko smakować, jeśli mentalność społeczeństwa w tym zakresie się nie zmieni i jeśli starzejące się państwo, które musi jeszcze długo poczekać na efekt fenomenu 500+, nie opracuje systemu opieki nad ludźmi starszymi.


Wszystkie poruszane kwestie i sposoby ich uregulowania naturalnie powinny być indywidualnym wyborem zainteresowanych. Jednak uważam, że wymaganie heroizmu ponad siły, jest czymś nieludzkim. Nie chciałabym nigdy, by moje dziecko opiekowało się mną z obowiązku. Nie chciałabym widzieć w jego oczach pretensji, że jego życie jest totalnie podporządkowane mnie i moim potrzebom, że musiało całkowicie zrezygnować ze swojego życia. Chciałabym kiedyś móc się cieszyć na jego przyjście i widzieć, że i ono szczerze cieszy się na mój widok. I razem, bez wzajemnych żalów moglibyśmy porozmawiać jak starzy przyjaciele. A nie jak matka z gnojem, który choćby stawał na głowie, nigdy nie poda mi tej szklanki z wodą tak jak się należy.



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]