Frausuchen - blogerka


Zły śmiech 2018-05-09 18:51

Najczęściej pojawia się u ludzi zdystansowanych i mających spore pokłady poczucia humoru zabarwionego małą dozą sarkazmu. Zły śmiech. Takie He He He a’la Przybyszewski. Dzisiaj dwa razy tak się śmiałam. Pierwszy raz w towarzystwie koleżanki, która stwierdziła, że będąc przeziębioną chyba jednak zdecyduje się na zwolnienie lekarskie, gdyż nie zamierza poświęcać się dla bliżej nieokreślonej idei jak to czynią inne koleżanki. Drugi raz rechotałam z pewnym mężczyzną w średnim wieku, którego żona aktualnie pracuje daleko stąd i która niestety nie przyjedzie teraz na weekend, lecz dopiero za osiem tygodni. Osiem tygodni! Gdy to usłyszałam, z grzeczności jęknęłam: „To chyba żal...”. Na co ów niezbyt stęskniony małżonek, nareszcie odpoczywający od widoku jaśniejącego lica swej żony, spojrzał na mnie z udawanym politowaniem i rzekł: „Ale komu???”. „No... chyba jej...” – odparłam widząc jego niezbyt głęboko skrywane zadowolenie z takiego obrotu sprawy. I ryknęliśmy śmiechem. Takim złym śmiechem. He He He.


Wczoraj zaś zaśmiałam się w ten sposób, ale zaznaczę, że bardzo łagodnie, gdy koleżanka z pracy rozczulała się nad pewnym zagadnieniem, którym do tej pory zajmowałyśmy się wspólnie z większym gronem współpracowników. Lecz skwapliwie przypomniałam jej, iż moje obowiązki niebawem się zmienią i mnie już to nie dotyczy. Dodam, że zaśmiałam się bardziej w duchu niż na zewnątrz. Nareszcie do jasnej cholery mogę mieć wieeele bzdetnych rzeczy głęboko w dupie!!! He He He. I jeszcze raz He! Siedzę sobie przy piwku, nogi mam wyciągnięte na krześle, piszę i mam święty spokój. Jakaż błogość przepełnia mnie, gdy pomyślę, że już niedługo będę mogła po powrocie z pracy częściej tak sobie siedzieć, relaksować się i w spokoju uczyć. Koniec noszenia siat z papierami, koniec kombinowania jak tu ogarnąć wszystko na czas, koniec latania w pracy jak kot z (pełnym do granic możliwości) pęcherzem. Będę robić swoje w godzinach pracy, będę robić siku, gdy poczuję taką potrzebę, zjem nawet od czasu do czasu i nie będę mieć obłędu w oczach. Może i inni uznają zmianę stanowiska przeze mnie za degradację, ale jedyną moją ripostą na te sugestie jest zły śmiech.


Kiedy jeszcze pojawia się zły śmiech? Gdy ktoś pieje z samozachwytu, opowiada o sobie, jakby był co najmniej ósmym cudem świata i właśnie spotkała mnie niebywała okazja oddychania tym samym powietrzem co ten cud. Gdy spotykam na swej drodze świra, próbującego na wszelkie możliwe sposoby wywrzeć na mnie presję. Skutek jest wręcz odwrotny. Kiedy docierają do mnie na mój temat ciekawe niusy bardzo mijające się z prawdą. To naprawdę zabawne, że ludzie, z którymi nie mam kontaktu, wiedzą lepiej ode mnie, co u mnie, jakie są motywy mojego działania, co myślę i planuję. Przezabawne. Tak poza tym zły śmiech wcale nie jest z gruntu zły. To określenie ukułyśmy z moją błyskotliwą Przyjaciółką. I zauważyłyśmy pewną prawidłowość – bardziej i częściej boją się tego rechotu mężczyźni (mówią przy tym: „Nie podoba mi się ten twój śmiech”). Zwłaszcza, gdy rechoczą kobiety. Nie wiedzieć czemu, faceci mają wtedy taki dziwny wyraz twarzy, wskazujący na totalne zdezorientowanie. Może dlatego, że zbyt często puszą swe piórka, nie dostrzegają przebiegłości kobiet, nie doceniają ich potencjału i możliwości. Gdy już, już im się wydaje, że są panami świata, nagle jebut! Jakieś babsko strąca ich z piedestału...



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]