Frausuchen - blogerka


Co zrobić z trudnym dzieciństwem? 2018-06-02 19:18

   Co zrobić z bagażem, jakim jest trudne dzieciństwo? Przekuć w dorosłym życiu w całkiem niezły kapitał. Brzmi przewrotnie? A jakże. Jednak nie jest to absurdalne i niemożliwe. Znam co najmniej kilkanaście osób mających za sobą bardzo trudne, niekiedy traumatyczne przeżycia, których doświadczyły one w dzieciństwie i wieku młodzieńczym. Większość jakoś uporała się prędzej czy później z problemami wynikającymi z przeszłości. Niestety niektórzy albo nie dostrzegają źródła swoich aktualnych perturbacji życiowych, albo zdają sobie z nich sprawę, lecz nie szukają właściwej pomocy. A pomóc może często tylko bardzo dobry specjalista.


   Kiedyś wzięłam udział w świetnych warsztatach psychologicznych. Grupa, którą zebrałam, miała na swoim koncie różne doświadczenia. Podczas jednych zajęć poruszony był temat przeszłości. Wszyscy doszliśmy do wniosku, że osoby, które przeżyły traumę w dzieciństwie, są bardziej impregnowane na problemy pojawiające się u nich w dorosłym życiu. Zamiast rozpaczać w nieskończoność, przeżywać tę samą sytuację milion razy, załamywać ręce, szybko analizują, co właściwie ich spotyka, obmyślają różne warianty działania, podejmują decyzję i przechodzą do czynów. Liczy się podjęcie konkretnej decyzji i czynności oraz wyciąganie wniosków na przyszłość. Tacy ludzie mają często większy dystans i są zadaniowcami.


   Najgorszą rzeczą, którą można zrobić z przeszłością, jest ciągłe babranie się w niej niczym w cuchnących odchodach. Za każdym razem rozdrapywanie starych ran i przyglądanie się, jak ropieją i nie chcą się zagoić. Drugim błędem jest patrzenie na teraźniejszość i przyszłość tylko z perspektywy chorej przeszłości. Obwinianie innych za swoje nieustające porażki, wskazywanie palcem osób, które kiedyś nam wyrządziły prawdziwą bądź wyimaginowaną krzywdę i ciągłe wypominanie dawnych grzechów. Ludzie tacy nie są w stanie przebaczyć, dostrzec również swojego udziału w danym zdarzeniu, które tak ich dręczy, zostawić to w końcu za sobą i iść do przodu. Nie zauważają, że już nie są małymi dziećmi zdanymi na łaskę i niełaskę dorosłych i mogą wziąć stery we własne ręce, pokierować swoim życiem tak, jak chcą.


   Tłumaczenie swojego nieraz skandalicznego zachowania, kłopotów z różnymi uzależnieniami, pokręconych relacji z bliskimi i znajomymi tym, że się przeżyło trudne dzieciństwo, staje się w pewnym momencie żenujące i wyjątkowo niedojrzałe. Jeśli ktoś wie, dlaczego postępuje źle i że to wynika z trudnego dzieciństwa, stoi na początku drogi do samopoznania i samodoskonalenia. Świadomość przyczyn problemów to piękna sprawa, ale nie wystarczy, by zacząć normalnie żyć i dać żyć innym. Trzeba podjąć działania zmierzające do ułożenia swojego życia na nowo, pożegnania definitywnie z tym małym, bezbronnym dzieckiem ukrytym w dorosłym ciele. Należy uzmysłowić sobie fakt, że jest się dorosłym, odpowiedzialnym za siebie i swoje postępowanie człowiekiem i być gotowym przyjąć konsekwencje z tego wynikające. W żadnym wypadku nie wolno dreptać w miejscu, uderzać piąstkami i tupać nóżkami, bo nic nie jest takie, jakie ten ktoś chce, bo inni mają lżej, a on nie, bo to, co innym przyszło z łatwością, on musi wyszarpywać każdego dnia pazurami.


   Kiedyś pewien młody, dojrzewający człowiek zapytał mnie, czy chciałabym być znowu dzieckiem. Ku jego zdziwieniu odparłam, że nie. Nigdy nie chciałabym wracać do tego, co było. Cieszę się, że jestem tu, gdzie jestem i z tego jaka jestem, jaką mnie ukształtowało moje życie. Jestem wdzięczna, że przeżyłam wszystko to, co mnie spotkało. Bez tego bagażu doświadczeń dziś byłabym kimś zupełnie innym. Nie jestem idealna, jestem bardzo nieidealna. Ale pomału zaczynam dobrze się czuć ze sobą i w swoim towarzystwie. I mam w sobie przekonanie, że nie na wszystko, lecz na wiele rzeczy mam realny wpływ. Cieszę się, że decyduję sama o sobie. Jest to jedna z zalet bycia dorosłym. Dziecko, choć jest małym człowiekiem, nie ma takiej możliwości. Nieraz zamiast cieszyć się, dusi się dzieciństwem. Dlatego nigdy nie chciałabym być znowu dzieckiem. Największą satysfakcję mam z tego, że udało mi się przekuć moje dzieciństwo w naprawdę dobry kapitał.


 




Bez pępka 2018-06-02 18:35

   Unikam jak ognia hałasu, niepotrzebnych czynności, niechcianych spotkań z niechcianymi ludźmi, fałszu i obłudy, hoteli z małymi dziećmi oraz idiotycznymi animacjami, marudnych i wiecznie niezadowolonych malkontentów, ale przede wszystkim pępki świata. Tak, zdecydowanie najgorsze są pępki świata. Takie, które uważają, że za sam fakt ich istnienia inni powinni składać im hołd i nisko się kłaniać, spijać każde słowo z ich ust niczym życiodajny nektar, w mig odgadywać myśli, właściwie interpretować każdy grymas twarzy, usuwać spod nóg najmniejszy pyłek stający na drodze do realizacji ich celów, wychwalać pod niebiosa za każdy nawet najdrobniejszy sukces oraz tłumaczyć w przewrotny sposób przejawy chamstwa, grubiaństwa, arogancji, ignorancji itp. Pępek uważa, że jest jaki jest, takim go Bozia stworzyła i takim go ma, zatem reszta społeczeństwa powinna go zaakceptować bezwarunkowo i bezapelacyjnie. Żadnego ale, gdy coś się nie podoba w jego zachowaniu, żadnej odmowy wobec jego żądań i oczekiwań. Ma być tak, jak pępek chce, albo wynocha.


            Kto kocha, lubi i szanuje bezwarunkowo? Rodzice. I to częściej matki niż ojcowie, co jest dowiedzione badaniami psychologicznymi. Oczywiście zdarzają się odstępstwa od normy, lecz to właśnie matki przede wszystkim kochają i akceptują swoje dzieci nawet, gdy wielokrotnie czuły się zawiedzione z ich powodu. Dziecko może okazać się niewdzięcznikiem, egoistą i zwykłym bydlakiem, a matka i tak kocha. Nie można tego w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć, ale tak właśnie jest. Z ojcami sprawa wygląda nieco inaczej. Nawet, gdy oficjalnie się do tego nie przyznają, gdy dziecko nie spełnia ich oczekiwań, czują ogromne rozczarowanie. Często jednak otwarcie mówią, co im leży na wątrobie, potrafią walnąć pięścią w stół, skrytykować, wytknąć błędy, a nawet wyśmiać. Trudno im przyjąć dziecko takie, jakie jest. Najokrutniejszym tego przykładem może być fakt, że wielu ojców niepełnosprawnych dzieci pakuje walizki i znika z pola widzenia. Dziecko według ojca powinno odzwierciedlać jego oczekiwania. Ma się dobrze uczyć, być ładne, mądre, sprawne fizycznie, osiągać sukcesy, zwłaszcza w dziedzinach, w których on sam nie zdołał wspiąć się na szczyt. Gdy jest inaczej, dzieciak ma przechlapane. Ale mamunia kocha i lubi. I to daje pewność, że zawsze można przybić do portu, jakim jest dom.


            Niestety w społeczeństwie nie jest już tak kolorowo jak u mamy. A człowiek niezaprzeczalnie jest istotą społeczną. I tu pojawia się dla niektórych pępków niespodzianka – nie wszyscy będą go akceptować, tolerować każdy wybryk i zagrania nie fair, różne wyskoki i fochy. Druga niespodzianka – jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim naraz dogodził, jak mawiał klasyk, mój były szef. Muszę przyznać, że to były najmądrzejsze słowa, jakie usłyszałam z jego ust i właśnie te słowa zapadły mi szczególnie w pamięć. Tak więc naprawdę zabieganie o polubienie przez wszystkich jest zupełnie pozbawione sensu. Niektórzy mają taki pępek i jego zajebistą osobowość po prostu w dupie. Nie rozumiem ludzi, którzy widząc jawne oznaki braku sympatii czy chociażby zainteresowania ich osobą, nadal narzucają się, absorbują sobą, próbują wywrzeć oszałamiające wrażenie. Po pierwsze, inni mogą mieć priorytety różniące się od tych, które są istotne dla pępka świata, hołdować odmiennemu systemowi wartości, po drugie – nie każdy żyje życiem pępka i śledzi jego poczynania. Ale i nie każdy musi godzić się na przekraczanie pewnych granic przez taki pępek. Niech żyje on jak chce, lecz nie wkracza przy tym z buciorami w życie innych. Jego fochy, żale, manipulacje niczego nie zdziałają. Takie zabiegi są po prostu żałosne.


Gdy kogoś nie lubię, to choćby się skichał, na 99,9 % mój stosunek do niego się nie zmieni. Bo jeśli kogoś nie lubię, to oznacza, że pracował sobie na ten stan rzeczy długo i owocnie. Nigdy nie skreślam nikogo od razu. Jestem raczej wyrozumiała, cierpliwa, lecz do czasu. Gdy mi pęknie żyłka pierdząca, to oznacza koniec bliskości i jakiejkolwiek zażyłości. Mam też świadomość, że nie jestem lubiana przez wszystkich, ale nie spędza mi to snu z powiek. Tym bardziej skłonna jestem zaakceptować brak akceptacji ze strony pępka świata. Niech siedzi on sobie na tronie i napawa się samouwielbieniem. A ja wolę być poza zasięgiem reflektorów i spokojnie sobie żyć. Bez pępka.



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]