Frausuchen - blogerka


Dodawanie komentarzy 2018-07-25 08:38

Hej, czy ktoś mógłby wyjaśnić, jak teraz można dodawać komentarze??? Mam z tym problem . Będę wdzięczna za pomoc . Pozdrawiam, Frau. 




No powiedz B., dlaczego? 2018-07-21 12:43

Niedawno spotkałam swoją koleżankę. Akurat znajdowałam się w krótkiej luce między wyjazdami. Był piękny, ciepły, słoneczny dzień, a ja przechadzałam się powoli między straganami na swoim ulubionym ryneczku. Zaszłam jeszcze do apteki i tam właśnie usłyszałam, jak za plecami ktoś mówi wesołym głosem: „Witam drogą koleżankę”. Odwróciłam się. To była B. Głupio tak było gadać w aptece, w której raczej panuje spokój jak w jakimś sanktuarium, więc zaproponowałam kawę w pobliskiej kawiarence. Wzięłyśmy nasze siaty z zakupami i podreptałyśmy niespiesznie ku celowi i pysznej latte. Oczywiście nie brałyśmy do tego żadnych ciast, babeczek i temu podobnych kuszących pyszności, albowiem trwam w postanowieniu - „Żadnych Süßigkeiten!”. B. również postanowiła odmówić sobie cukru. Nareszcie rozmawiałyśmy.


Niby była to zwykła przedpołudniowa pogawędka, ale zahaczała o tematy, o których nie z każdym można sobie porozmawiać. Każda z nas przypomniała sobie pewne bolesne, egzystencjalne zdarzenia. Tak wyszło mimochodem. I każda na koniec powiedziała, że w tamtych chwilach bolało jak jasna cholera, człowiek nie wiedział, co ma myśleć i robić. Ja zastanawiałam się, dlaczego? Dlaczego akurat ja muszę przeżywać nieustannie takie sytuacje, które od dobrego już roku ciągną się jak guma ? W danej chwili, kiedy nie ma się dystansu, trudno jest dopatrzyć się jakiegokolwiek sensu cierpienia. Lecz razem z B. uznałyśmy, że gdyby nie te doły, potem człowiek nie umiałby docenić bycia na szczycie. Choćby takim malutkim szczyciku. Prawda. I to święta. Powtarzam to często, żeby nie zwariować. Że kiedyś to się skończy i przyjdzie dobry czas.


Czym jednak jest ten dobry czas? Doszłam do wniosku, że nie oczekuję zbyt wiele. Chciałabym tylko świętego spokoju. Bez uciążliwych chorób, wypadków, strachu o stan zdrowia najbliższych. Ale to jest nierealne. Żeby tak sobie żyć w świętym spokoju. Zawsze przyplącze się jakieś niechciane gówno. A ja nie żyję samotnie na bezludnej wyspie. Otacza mnie krąg bliskich mi ludzi i o nich też się martwię. Tak więc, jeśli mnie coś nie dotyka bezpośrednio, to dotyka innych, czyli i częściowo mnie samą. Na krótki czas zapominam o wszystkich troskach, kiedy gdzieś wyjeżdżam. Może dlatego coś ciągle gdzieś mnie gna? Uciekam przed codziennością, przed którą nie można uciec. Ona i tak mnie dogoni prędzej czy później.


Wracając do B. i prowadzonej z nią rozmowy. Bardzo ją cenię. Jest szczera, potrafi spokojnie dyskutować na kontrowersyjne tematy, licząc się przy tym z odmiennym zdaniem interlokutora. Wyjaśnia, jak pojmuje rzeczy dla mnie nieoczywiste. Jest ludzka, choć wielu uważa, że z racji swojego „zawodu” powinna być niemal wzorem cnót bez prawa do popełniania błędów. Tak jak ja lubi remontować pomieszczenia mieszkalne. Po prostu zakasuje rękawy i bierze się do roboty,w niczym nie ustępując mężczyznom. Kocha górskie wędrówki, choć ciężko zdobywa się niektóre szczyty w habicie. Nie cierpi niemieckiego, za to lubi rosyjski. Matwardy kręgosłup moralny, ale nie próbuje nikomu na siłę wkładać gorsetu, gdy jego kręgosłup jest nieco skrzywiony (według ogólnie przyjętych zasad). I nie da sobie wcisnąć dziecka w brzuch – potrafi być asertywna. Ma ogromne poczucie humoru. I można z nią konie kraść. A gadać to już całkowicie bez końca. Kiedyś stałyśmy w ulewie dobre pół godziny pod jej parasolem, bo nie mogłyśmy przestać roztrząsać jakiegoś problemu.


Gdy wczoraj miałam chwile lekkiego załamania, przypomniałam sobie właśnie to ostatnie spotkanie z B. I słowa, które wypowiadałyśmy z takim przekonaniem. Pomyślałam, że wiem, iż mamy rację. Tylko dlaczego, no dlaczego tak często muszę doświadczać prawdy naszych przekonań. B., no powiedz...




Moje życie zatoczyło koło... 2018-07-19 20:26

            Moje życie zatoczyło koło. Znowu jest lipiec. Jak co roku o tej porze. Rok temu byłam w piekle. Teraz jestem tu, gdzie jestem. Może nie jest to niebo, ale na szczęście i nie piekło. Nęka mnie kilka problemów, z którymi staram się uporać. Na razie mam rezerwy siły, choć żywię nadzieję, że w końcu nadejdzie słodki czas totalnego spokoju. I że nie stanie się to dopiero, gdy znajdę się w grobie ;) Zresztą, patrząc na różne wydarzenia na świecie i nie tylko, dochodzę do wniosku, że ten spokój w grobie to też żadna pewna rzecz. Mniejsza z tym.


Obecnie przebywam w Deutschlandzie. Właśnie wróciłam z relaksującej przejażdżki rowerowej. W Polandzie pogoda barowa, a tu od kilku dni gorąco, słonecznie i naprawdę przyjemnie. Jechałam takim oldskulowym rowerem po wąskich uliczkach, pomiędzy starymi domami z pruskiego muru. Pamiętają one czasy rozbiorów Polski. Są piękne, kryją w sobie tajemnicę i mają niesamowity klimat. Taki dom mogłabym mieć. Taki mały, skromny, ciepły. Malowałabym murowane fragmenty na biało albo na jasnożółto tak jak pewna artystka z atelier, które mijałam. Ulice tego miasteczka są również wiekowe, brukowane. Trochę boli tyłek, gdy się jedzie rowerem z twardym siodełkiem. Przy okazji sprawdziłam, jak się mówi na siodełko po niemiecku – Fahrradsattel. Coraz mniej muszę zaglądać do słownika, gdy czytam różne napisy, szyldy, informacje zamieszczone na różnych obiektach. Swobodnie komunikuję się w codziennych sytuacjach, co mnie ogromnie cieszy. Jestem zadowolona z efektów swojej ciężkiej pracy.


Wcześniej byłam w przepięknym mieście tureckim, Side. Specjalnie wybrałam tę miejscowość. Magiczne antyczne ruiny były na wyciągnięcie ręki. I najważniejsze – siedziałam na widowni starożytnego amfiteatru. I to nie jednego! Drugi mogłam zobaczyć w Pamukkale. Ciągnące się ślady dawnego życia działały na mnie jak narkotyk. Moja wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach. Jak ja kocham takie miejsca... Nie przeszkadza mi gorący wiatr, kurz osiadający na stopach i pot na skórze. W Pamukkale większe wrażenie zrobił na mnie świetnie zachowany i niedawno poddany pracom konserwatorskim amfiteatr niż słynne tarasy wapienne. Ten osławiony cud natury niestety został w dużej mierze zniszczony przez głupią działalność człowieka. Wystarczy, że człowiek macza w czymś swoje brudne paluchy i natura cierpi. Smutny był widok niszczejących, obumierających niecek. W Alanyi z kolei spacerowałam po fortyfikacji, której początki sięgają epoki hellenistycznej. Imponujący widok murów pamiętających tyle wydarzeń. Śmialiśmy się z pozostałymi zwiedzającymi, że niektóre fragmenty fortyfikacji pamiętają okres przed naszą erą i mają się bardzo dobrze, podczas gdy współczesne budynki sypią się już po 10, 20 latach. Wrażenia z podróży nadal we mnie tkwią. Byłam w wielu różnych miejscach, nie spodziewałam się jednak, że Turcja mnie tak mile zaskoczy. Chciałabym do niej wrócić.


Niebawem pojadę w góry. Do domu. Tego domu, w którym rok temu rozegrał się dramat, którego nie mogę wymazać z pamięci. Trochę się boję. Nie byłam tam od momentu, gdy wszystko się skończyło. Dziwnie się czułam, gdy mama przesłała mi zdjęcie pomnika, na którym wyryte były Jego imię i nazwisko oraz data narodzin i śmierci. Gdy o tym wszystkim myślę, nadal czuję gulę w gardle i zbiera mi się na płacz. Więc odpędzam te myśli. Jego już nie ma, ja jestem. Kiedyś mnie nie będzie, a ktoś inny powie: „A ja jestem”. I życie potoczy się dalej swoim normalnym trybem. Gdy patrzyłam na średniowieczne, tureckie nagrobki znajdujące się obok meczetu, zastanawiałam się, kim była, jaka była na przykład Hatice albo czy rzeczywiście Mehmet był aż tak bogobojny i dobrze wykształcony, skoro jego nagrobek ozdabia charakterystyczna czapeczka. Jakimi byli ludźmi? Czy Hatice była szczęśliwa? Czy Mehmet był dobrym mężem i ojcem? Jaki ślad zostawiamy, my - ludzie, po sobie? Ile z nas zostaje w innych i na świecie?


Niedługo zajdzie słońce. Ptaki tak pięknie śpiewają. Wszędzie śpiewają tak samo pięknie. I to Słońce, i gwiazdy na niebie też wyglądają pięknie. Ludzie czasami zatrzymują się i patrzą, słuchają. Małe żyjątka pousadzane w niewyjaśnionej konfiguracji na kulce zwanej Ziemią. Ona się kręci i kręci, wydaje plony, żywi, pochłania. Zatacza koło.



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]